Wojskowy Majątek Rolny w Zębowicach 1945–1947

Autor: Gerard Wons

W Zębowicach od dawien dawna istniał majątek dworski. Ostatnimi właścicielami zębowickich dóbr była rodzina książąt raciborskich. Należało do nich kilka folwarków, duże obszary leśne, gorzelnia, staw, tartak oraz piękny pałac otoczony starym parkiem. W styczniu 1945 roku zarządca majątku wraz z grupą pracowników uciekł przed zbliżającymi się wojskami radzieckimi. Czerwonoarmiści po wkroczeniu do Zębowic przejęli majątek książęcy. W pałacu utworzono komendanturę wojskową. W stajniach i oborach było dużo bydła i trzody, kilkanaście koni i wołów oraz spora ilość maszyn rolniczych. Przy pomocy byłych pracowników majątku Rosjanie zadbali o ten inwentarz. Komendant pilnował, aby majątku nie rozszabrowano, był potrzebny dla aprowizacji wojska.

W czerwcu 1945 r. majątek przejmuje 4-ta Pancerna Brygada Wojska Polskiego (garnizon Opole) za zgodą dowódcy 1-go Korpusu Pancernego WP - generała Kimbara. Generał, rozkazem zlecił cywilowi Tichonowi Bołdyriwowi utworzenie gospodarstwa rolnego na potrzeby wojska na ziemiach odzyskanych. Bołdyriw - Ukrainiec pochodzący z rodziny kozackiej (ur. w 1898 r. w Jampolu), po zakończeniu I wojny osiedlił się w Polsce i zamieszkał w Cieszynie. Ukończył studia rolnicze i do 1939 r. pracował w Śląskiej Izbie Rolniczej w Katowicach. Na początku czerwca dotarł do garnizonu w Opolu, dostał kilku żołnierzy do pomocy i udał się na poszukiwanie stosownego gospodarstwa. Sam Bołdyriw, w spisanych wspomnieniach tak opisał przyjazd do Zębowic.

Zgodnie z porozumieniami z władzami terytorialnymi i pułkownikiem Korablinem, pojechałem z trzema sierżantami (Kazimierzem Bojcuniakiem, Józefem Lewinem i Mieczysławem Ilianowem) szukać sobie stałego miejsca zamieszkania. Po 2 dniach jazdy znaleźliśmy majątek księcia raciborskiego w Zębowicach. Jak wszędzie, tak i tam usadowiła się grupa gospodarcza wojsk radzieckich. Podlegała ona kpt. Asaułakowi, szybko dogadaliśmy się – zabrał swoją grupę z Zębowic, zostawiając nam wszystko do dyspozycji. Pozostawiłem w Zębowicach swoją wartę ochronną i zaczęliśmy zwozić do majątku bydło, konie, trzodę i maszyny rolnicze, pozbierane pomiędzy Opolem a Dreznem. Ponieważ ten teren był pusty, bezludny, jak za Uralem, więc jedni i drudzy jeździli tam jak za czasów tatarskich po zdobycz. Przywieźliśmy stamtąd dużo bydła, koni, wozów, maszyn rolniczych, trzody chlewnej i drobiu. Było to wszystko bezpańskie. Zębowicki majątek posiadał budynki gospodarcze i mieszkalne w bardzo dobrym stanie. Zajęliśmy też młyn w Kadłubie Wolnym i płatkarnię w Oleśnie.

Dowództwo brygady pomagało Bołdyriwowi w zagospodarowaniu zębowickiego pałacu. Podjęto decyzję, aby stworzyć tu ośrodek wypoczynkowy dla oficerów i urlopowiczów, których domostwa były daleko lub wcale ich nie mieli. Kierownikiem pałacu został sierżant Romaniuk, który sprostał powierzonym obowiązkom. Nawet w książęcej jadalni postawił w kącie 40 - litrową bańkę i zawsze pilnował, aby była pełna gorzelnianego spirytusu. Wieść o tym rozeszła się szybko po całym korpusie. W lipcu przyjechał na wizytację ze swoim sztabem gen. Kimbar. Zobaczył, że wszystko działa: młyn dawał dużo mąki i różnych kaszek, gorzelnia wytwarzała spirytus, pola były częściowo obsiane, dzienny udój wynosił ponad 500 litrów mleka. Generał słyszał o słynnej bańce, w której nigdy nie brakowało spirytusu i podczas sutego obiadu, sam nalewał go gościom do szklanek. Pierwszy toast został wzniesiony za nowego gospodarza majątku.

Bołdyriw udał się do Wojewódzkiego Urzędu Ziemskiego w Katowicach, celem uzyskania legalizacji siedziby i zajętego obszaru pod wojskowe gospodarstwo rolne. Otrzymał stosowny akt, że jako dyrektor majątku wojskowego zajmuje ponad 700 ha ziemi. Później, ok. 175 ha przekazał Lasom Państwowym. Niezwłocznie przystąpił do opracowania ramowego planu zagospodarowania dla Zębowic. Współpracował również z Rosjanami, od których otrzymał ziarno siewne i potrzebne nasiona. Starał się o zwolnienie byłych pracowników majątku, którzy przebywali w obozie dla Niemców. W gospodarstwie pracowali również mieszkańcy Zębowic oraz repatrianci – byli żołnierze WP. W rejestrze byłych pracowników gospodarstwa znajdują się 93 nazwiska. Gospodarstwo było kontrolowane przez różne urzędy i instytucje. Oto fragmenty protokołu kontroli przeprowadzonej w kwietniu 1946 r. przez Kazimierza Ziemskiego, inż. Stanisława Majewskiego i powiatowego lekarza weterynarii Koncewicza na zlecenie Urzędu Ziemskiego w Katowicach:

Majątek Zębowice składa się z folwarków: Zębowice, Prusków i Malinów. W majątku znajduje się czynna gorzelnia. Poza tym administracja majątku wydzierżawiła młyn w Kadłubie Wolnym. Majątek użytkowany przez Dowództwo 8 Brygady Czołgów Drezdeńskich (dawniej była to 4 Brygada Pancerna) posiada ogółem 527,43 ha ornego areału, 460,18 ha łąk, 51,64 ha ogrodów, 2,34 ha stawów rybnych, 3,00 ha dróg, podwórzy 6,37 ha, innych 3,54 ha. Na wymienionym majątku założono racjonalne gospodarstwo, skompletowano żywy i martwy inwentarz, poczyniono zasiewy i uruchomiono gorzelnię. W czasie lustracji zastano następujący stan: obsiewy żyta 125 ha, pszenicy ozimej i jarej 79 ha, owsa 42 ha, owsa z jęczmieniem 23 ha, buraków cukrowych 16 ha, koniczyny 24 ha, cebuli 2 ha. W przygotowaniu: 75 ha pod ziemniaki, 12 ha pod ogrody i warzywa, 14 ha pod warzywa dla szpitali i sanatoriów, 10 ha pod kukurydzę i strączkowe. (...) Inwentarz żywy: krów dojnych 22 sztuki, jałówek i cieląt 14, owiec 13, koni roboczych 29, świń 27, gęsi 38, kur i kurcząt 299 sztuk. W majątku znajduje się 6 traktorów, z których 2 są na chodzie - reszta wymaga remontu. (...) Rachunkowość rolnicza jest prowadzona wg wskazówek Dowództwa Pułku. Przesyła się miesięczne sprawozdania. (...) Reasumując powyższe, stwierdza się, że stan majątku jest dobry, zasiewy zostały przeprowadzone celowo z uwzględnieniem trudności w uzyskaniu nasion i nawozów. Konieczne jest dokupienie ziemniaków i nawozów, którymi można by zasilić plony. Należałoby powiększyć ilość inwentarza żywego, w szczególności bydła.

Sam Tichon Bołdyriw tak wspomina swoją pracę:

Był to ośrodek rolny, zagospodarowany wyłącznie przez naszą żołnierską inicjatywę. Nie korzystaliśmy z żadnych dotacji. Po zlikwidowaniu innych wojskowych ośrodków rolnych, do Zębowic ściągnięto ponad 500 sztuk bydła, ponad 300 szt. trzody chlewnej, owiec, drobiu i do tego wzbogacono park maszynowy. Gospodarstwo zaopatrywało przez cały rok 1945 i 1946 brygadę w żywność, produkty mleczarskie, warzywa i owoce. Zębowice stały się punktem oparcia dla wszystkich, którzy przybyli zagospodarować ziemie odzyskane i tworzyli tu polskie władze administracyjne, jak również szkoły, a nawet parafie. Wszyscy, kto tylko tu się zjawił na tym terenie, zwracali się w pierwszej kolejności do majątku w Zębowicach, czy to o pomoc materialną, czy o chwilowe zakwaterowanie. Gościli u nas pierwsi starostowie: Affa, Cieślik, kierownicy szkół z Zębowic - Sojka, z Pruskowa -Gębala, z Radawia - Zawadzka. Społeczeństwo, a w szczególności szkoły w Zębowicach, Kadłubie Wolnym, Pruskowie i Radawiu pomagały nam w obróbce pól warzywnych. Mieliśmy ich ok. 60 ha, trzeba było wszystko ręcznie pielić. Oczywiście, myśmy tym maluchom nie pozostawali dłużni. Fundowaliśmy im biblioteki, pomagali materialnie w dożywianiu, urządzali wycieczki i festyny na zamku w Zębowicach

Tichon Bołdyriw
Od lewej: dyr. Bołdyriw, sekretarka J.Polok, por. Ciepły

Latem 1946 r. do majątku trafił jeden koń z UNRY. Tę historię tak zapisano:

Powiat Olesno dostał partię koni z UNRA, z których jeden okazał się zupełnie dzikim mustangiem. Doszło do tego, że już mieli go zastrzelić. Udałem się do starostwa i poprosiłem o pokazanie mi tego konia. Kiedy zobaczyłem okazałego ogiera, poprosiłem o jeden dzień zwłoki w wykonaniu rozkazu odstrzału. Był bardzo silny, groźny dla otoczenia. Przyrzekłem, że jutro albo go moi żołnierze zabiorą, albo go sami zastrzelą. Po powrocie do domu, wezwałem st. sierżanta Mikołaja Mroza i innych koniuszy, opisałem sprawę, przedłożyłem im zadanie za specjalnym wynagrodzeniem (dodatkowym urlopem) – pojechać do Olesna, złapać tego konia i oswoić go u nas. Zaprzęgli parę koni i w trójkę pojechali do Olesna. Ku naszemu zdziwieniu wrócili ku wieczoru z koniem. Trwało to dwa tygodnie, aż na konia udało się nałożyć chomonto. (pisownia oryginalna)

Między dyrektorem Bołdyriwem a administracją cywilną dochodziło czasami do zgrzytów. Jeden z takich sporów tak sam opisał:

Ponieważ mieliśmy ok. 60 ha warzyw, więc potrzebowaliśmy ludzi do pielenia, pielęgnacji, obróbki. A ludzi nam brakowało. Wszelkie zabiegi, by ich pozyskać do pracy – nie dawały rezultatu. Po naradzie w intendenturze brygady, postanowiliśmy użyć metod wojskowych. Nasi po prostu jechali ciężarówkami przez okoliczne wsie i w miarę możliwości, brali z każdej chałupy po jednym dorosłym do pracy. Za wykonaną pracę płaciliśmy od razu gotówką albo w naturaliach. Starosta oleski zaprotestował przeciw takim metodom. Przyjechali przedstawiciele Urzędu Wojewódzkiego z pełnomocnictwem gen. Zawadzkiego, by zbadać sprawę na miejscu. Kiedy im pokazałem plantacje warzyw i potem zapotrzebowanie dla wojska, szpitali i sanatoriów wojskowych, to komisja uznała nasze postępowanie za słuszne. Po tygodniu ludzie miejscowi już sami przychodzili do pracy, jak zmiarkowali, że płacimy dniówki dobrze. Jak już wspomniałem, dużo pomagały nam szkoły.

W miarę, jak organizowały się władze cywilne, przekazywano zajęte przez wojsko obiekty. Między innymi oddano ministerstwu aprowizacji olbrzymi młyn w Oleśnie. Monopolowi spirytusowemu przekazano wszystkie posiadane gorzelnie z wyjątkiem zębowickiej. Ta pracowała bez przestojów, ponieważ korzystała z dużych zapasów częściowo zgniłych ziemniaków. Nadawały się tylko do przerobienia na alkohol. Bołdyriw w swoich wspomnieniach opisał również kilka przykładów sabotażu i niszczenia mienia gospodarstwa, np.: celowe uszkodzenie traktora marki „Stumf", kradzież liczników elektrycznych przez złodziei - elektryków, pod pretekstem ich wymiany na nowe. Zostali oni zatrzymani przez żołnierzy i przekazani do Opola. Były również próby nakłaniania żołnierzy pracujących w gospodarstwie do dezercji. Jeden taki przypadek miał miejsce.

Latem 1946 r., przyjechał do Zębowic na kilka dni literat Wojciech Żukrowski razem z Kazimierzem Rzewuskim. Zostali serdecznie przyjęci przez Bołdyriwa, zapoznał ich z pracą w gospodarstwie. Goście byli pod dużym wrażeniem tego, co tu zobaczyli i jak ich ugoszczono.

Powoli kończył się czas wymiany „towar za towar”, np. za żywność dla kopalni otrzymywano węgiel lub materiały budowlane. Za warzywa i spirytus dyrektor załatwił 5 odbiorników radiowych z magazynu w Gliwicach. Zaczął się okres planowanego zaopatrzenia, na wszystko trzeba było mieć przydziały, to sprawiało dyrektorowi sporo trudności i zabierało dużo czasu. Kolejnym problemem Bołdyriwa były próby rozkradania majątku zębowickiego gospodarstwa.

W tym czasie rozmaitych szabrowników było dosyć. Niektórzy żądali ode mnie pewnych sum i to pod groźbą represji. Do nich należeli: kpt. Kibieriew, szef informacji i ppłk Syrow. Namówili oni sierżanta W. Nesterowicza - głównego księgowego w majątku, żeby sfabrykował na mnie donos.

4 marca 1946 r. wezwano dyrektora do Wojskowej Prokuratury Okręgu w Krakowie. Został na tydzień aresztowany. W tym czasie banda (tak ich nazwał Bołdyriw) sprzedała z majątku 5 koni za 180 000 zł i 5 krów handlarzom z Olesna. Skradziono również 1000 l. spirytusu. Wiadomość o tym dotarła do prokuratury wojskowej, dyrektora zwolniono z aresztu, Nesterowicza odwołano z Zębowic. Sprawa ta zakończyła się później uniewinniającym wyrokiem sądowym, chociaż dalej straszono dyrektora, że zajmie się nim NKWD, skąd już się nie wydostanie. Po powrocie z aresztu musiał pilnie zająć się wiosennymi pracami polowymi. Szczególnie pilne było natychmiastowe zasianie ok. 50 ha warzyw.

Bez trudności dostałem nasiona. Delegowałem po nie aż do Holandii Jana Wojtka z Cieszyna. Przywiózł nasion; buraczków (na 10 ha), marchwi (na 10 ha), ogórków, selerów, pietruszki, pomidorów, cebuli dymki na pozostałe hektary.

Uczniowie ze szkoły w Radawiu podczas pielenia warzyw w gosp. wojskowym
Dyr.Bołdyriw z wieńcem dożynkowym

Po bardzo dobrych żniwach dyrektor postanowił zorganizować dożynki. Były to jego pierwsze i zarazem ostatnie dożynki w gospodarstwie wojskowym. Było już wiadomo, że po wyborach do pierwszego sejmu w 1947 r. gospodarstwa wojskowe będą likwidowane. Dlatego prezes Stefan Sznura z Wojewódzkiego Urzędu Ziemskiego namawiał Bołdyriwa do pracy w Katowicach. Wróćmy jednak do dożynek w Zębowicach.

Urządziliśmy tradycyjne opolskie dożynki ze wszystkimi starodawnymi zwyczajami i obrzędami. Brakowało nam orkiestry. Osobiście udało mi się sprowadzić z Żywiecczyzny dudziarzy, co wywołało sensację. Zaangażowałem też właścicielkę zakładu fotograficznego Foto-Janina z Dobrodzienia, żeby dokonała dokumentacji zdjęciowej. Zaprosiliśmy całe Dowództwo Okręgu w Krakowie. Generałowie Więckowski i Rutkowski przysłali mi telegramy z życzeniami. Zgodnie ze zwyczajem napiekliśmy masę kołaczy i wszelkiego pieczywa. Zabiliśmy kilka cieląt i tuczników, no i ja, jako gospodarz musiałem wytoczyć z magazynu 200 litrową beczkę z własnej produkcji napitków. Gości było około 200 osób. Wszyscy byli ugoszczeni, obsłużeni, nakarmieni i napojeni. Ludzie naprawdę cieszyli się ze swojego dorobku, a specjalnie żołnierze. Zachowali do końca swoją godność gospodarzy. Specjalnie muszę tu wyróżnić dowódcę kompanii desantowej kpt. Steckiego. Jego żołnierze brali udział w żniwach i pilnowali dniem i nocą stogów i „panienek” ze snopów zboża, stojących w polu, żeby nie dopuścić do sabotażu. Musieliśmy być przygotowani na coś takiego. Żołnierze dali sobie upust dopiero wtedy, kiedy było już po dożynkach. Przy wręczaniu wieńca dożynkowego zebrało mi się na łzy radości. To było bardzo silne dla mnie przeżycie.

W dożynkach uczestniczyli również pracownicy i mieszkańcy Zębowic oraz uczniowie ze szkół, którzy pomagali w gospodarstwie. Piękny program muzyczno - taneczny przygotowała młodzież ze szkoły w Kadłubie Wolnym. Na placu przed pałacem odbył się korowód barwnie przystrojonych furmanek, traktorów i różnych maszyn rolniczych. Wieczorem odbyła się dożynkowa zabawa.

Na decyzji o odejściu z Zębowic zaważyło to, że majątek miał być decyzją MON rozparcelowany między byłych żołnierzy WP, którzy przybyli tu po wojnie. Dyrektor Bołdyriw skierował osobiście prośbę do MON, aby rozdzielono również parcele pomiędzy tych pracowników cywilnych, którzy długie lata pracowali w tym majątku. Prośba została uwzględniona i kilku z nich nabyło 10 - cio hektarowe użytki rolne. Na początku grudnia 1946 r. ustępujący dyrektor urządził generalskie polowanie w lasach zębowicko-szumiradzkich. Na polowanie przybyli generałowie: Więckowski i Rotkiewicz z grupą wyższych oficerów Dowództwa Okręgu Wojskowego Nr V w Krakowie. Polowanie uzgodniono z Dyrektorem Lasów Państwowych w Bytomiu, a okoliczni leśnicy i myśliwi pomogli w wytropieniu zwierzyny, tak aby było ono udane. Korzystając z obecności dowództwa, dyr. Bołdyriw złożył na ręce gen. Więckowskiego formalne podanie o zwolnienie z zajmowanego stanowiska. Podanie zostało przyjęte i generał zlecił przekazanie majątku do czasu parcelacji kapitanowi Gogolińskiemu - byłemu kierownikowi gospodarstwa wojskowego w Wężycach pod Krakowem.

Tichon Bołdyriw bardzo skrupulatnie przygotował się do przekazania zębowickiego gospodarstwa.

Na podstawie zarządzenia Intendenta Okręgu DOW z dnia 12.12.1946 r. nr. 125 – dyrektor Bołdyriw Tichon zdał, a administrator Gogoliński Antoni przyjął funkcję administratora majątku w Zębowicach. Zdanie i odbiór nastąpiło w obecności komisji: przewodniczący – por. Marcinkowski Mieczysław, agronom DOW V – Wysokulski Władysław, księgowy majątku – Stasiak Piotr i magazynier majątku – Sembolerus Mikołaj. W gospodarstwie na dzień 15.12.1946 r. było: - 59 sztuk koni, - 335 sztuk bydła, - 113 sztuk owiec i 3 kozy, - 90 świń, - 112 kur i 26 gęsi.

W protokole znalazły się załączniki ze szczegółowym wykazem: inwentarza martwego, umeblowania, wykazami zgromadzonego zboża, ziemniaków, śruty, opału (węgla i drewna), warzyw, pracowników gospodarstwa oraz szczegółowego bilansu księgowego. Dyr. Bołdyriw wypracował dla wojska ogółem kwotę 21 670 706 zł (w starej walucie sprzed wymiany). Oddzielnymi protokołami przekazano młyn parowy w Kadłubie Wolnym oraz gorzelnię w Zębowicach. Nowy administrator kierował gospodarstwem do marca 1947 r. Wówczas zostało rozparcelowane i przestało istnieć.

Tichon Bołdyriw opuścił Zębowice 21 stycznia 1947 r. , zatrudniono go w Wojewódzkim Związku Samopomocy Chłopskiej w Katowicach. Gdy przeszedł na emeryturę, wrócił do rodzinnego Cieszyna. W 1965 roku ukończył spisywać „Wspomnienia z życia i pracy”, w rozdziale IV opisał pracę w gospodarstwie wojskowym w Zębowicach. Zostały one przekazane autorowi niniejszego tekstu przez córkę Bołdyriwa – Bogdanę podczas jej wizyty w Gminnej Izbie Regionalnej w Zębowicach w 2018 roku.